Dżinsy, Tatry i… awantura w internecie. Głupota czy nadmierne czepianie się?

Zaczęło się od pamiątkowego zdjęcia wykonanego podczas wycieczki w Tatrach. A przerodziło się w internetową „zadymę o zasadności górskiego stroju” w każdych warunkach pogodowych i w każdym górskim terenie... 

Poznajcie Jacka. Pan Jacek przedwczoraj umieścił w internecie (na jednym ze znanych i odwiedzanych społecznościowych profili miłośników Tatr) swoje zdjęcie z wycieczki tatrzańskiej, którą odbył ze swoją partnerką. Nic ambitnego, żadne wymagające szczyty, po prostu mała wycieczka. Chyba nie spodziewał się, jak wielkie zamieszanie zrobi się pod jego zdjęciem.

Fot. Screen z grupy Tatry – górskie wędrówki

Jakie komentarze dominowały pod zdjęciem? Krytyka ubioru. Internauci wytknęli panu Jackowi nieodpowiednie spodnie (miał na sobie dżinsy), jego partnerce torebkę… Generalny wydźwięk był bardzo negatywny. Szybko do głosu doszli jednak czytelnicy, którzy stoją po stronie zdrowego rozsądku: dobierania stroju do planowanej trasy. A sama dyskusja przerodziła się w dywagacje, na ile odpowiedni strój w górach jest potrzebny.

Przemysław P.: Ludzie ogarnijcie się w końcu z tymi komentarzami. Kiedyś się chodziło w byle czym i w sumie ja nadal chodzę w byle czym jak mam oczywiście kiedy. Liczy się wiedza na szlaku, a nie moda. Liczą się chęci wyrwania się z domu i zobaczenia piękna tego świata – piękna naszych wspaniałych gór – a nie siedzenie w domu i sianie bzdetów w Internecie.

Piotr N.: Nie ma to jak wyprawa w góry w jeansach

Magdalena K.: Dżinsy jak dżinsy. Ale torebusia!

Dorota F. Nasi Dziadkowie czy Rodzice, nie mieli gore-tex-ów, softshell-i, butów z vibram-em etc i zdobywali szczyty.

Patrzę na to zdjęcie… i mam mieszane uczucia. Z jednej strony: uważam, że odpowiedni ubiór (zwłaszcza w górach) ma niebagatelne znaczenie. Nie zastąpi zdrowego rozsądku, ale w niektórych przypadkach może bardzo pomóc, a niekiedy nawet uratować życie – tutaj mam na myśli głównie buty. Sam bym tak ubrany w jakiekolwiek góry (nie mówiąc już o warunkach zimowych!) nie wyszedł – i nie pozwoliłbym na to mojej drugiej połówce.

Ale z drugiej strony: czy na szybką wycieczkę na Gubałówkę musimy się ubierać jak na zdobywanie Rysów, do plecaka dodatkowo dokładając raki i czekan? Czy musimy inwestować duże kwoty w bieliznę termiczną, kurtki z oddychającymi membranami i najnowszy model butów firmy La Sportiva? Czy mając w plecaku dodatkową ciepłą bluzę, nie możemy wybrać się na krótki spacer którąś z urokliwych tatrzańskich dolin? Być może warto wypośrodkować swoje poglądy. I ciekawostka: nawet znane firmy produkujące sprzęt i ubrania outdoorowe, posiadają w swojej ofercie dżinsy – tutaj przypomnę legendarne Vaude V10 Dry Jeans.

A jakie jest wasze zdanie na temat ubioru w górach? Czy pan Jacek według was odpowiednio się do swojej wycieczki przygotował?

PS. Mała (i chyba oczywista) zagadka dla miłośników naszych Tatr: gdzie zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie pan Jacek i jego przyjaciółka? 🙂

Sprawdź inne superokazje 🔥
Relaks w Maroku za 659 PLN 🌤️⛱️ Loty z weekendem i noclegi w hotelu 😎😍
Maroko z Wrocławia 659 PLN

5-dniowy pobyt w Maroku w dobrej cenie

Zimowy raj na Lanzarote 🌴🏊 All inclusive w 4* bungalowach za 2579 PLN
Hiszpania z Wrocławia 2579 PLN

Zimowy raj na Lanzarote

Wycieczka na Sardynię za 392 PLN 💚🤍❤️ Loty Ryanair i noclegi w Cagliari ☕🍕
Sardynia z Krakowa 392 PLN

Krótki wyjazd, niska cena - czego chcieć więcej?

🔥 Okazja 🔥 Kanary, Maroko, Portugalia i Grecja od 188 PLN ☀️😍
Ciekawe kierunki z 4 miast 188 PLN

Słoneczne kierunki w Ryanair

Słońce, wulkan i ocean 🌋🌊 Wycieczka na Teneryfę za 1045 PLN 😎
Teneryfa z Warszawy 1045 PLN

Słoneczne "Kanary" w świetnej cenie

Turcja zimą 🏖️ 5* hotel z all inclusive nad jeziorem Titreyengol 🌊 za 1186 PLN
Turcja z 12 miast 1186 PLN

Turcja zimą nad jeziorem Titreyengol

Misją Fly4free.pl jest przedstawienie Ci najlepszych zdaniem naszej redakcji okazji na podróże. Opisujemy oferty znalezione przez nas w internecie i wskazujemy adresy internetowe, pod którymi samodzielnie możesz wykupić podróż lub elementy podróży. Ceny w artykułach są aktualne w chwili publikacji. Możemy otrzymywać wynagrodzenie od partnerów handlowych, do których Cię przekierowujemy.
Komentarze

zdjęcie na sniegu, ale sądząc po otoczeniu wydaje mi się że zrobione gdzieś koło czerwca, dziewczyna ma sensowne buty, chłopak chyba dobry plecak- szeroki pas biodrowy i pasek piersiowy, spodnie, no cóż na warunki tatrzańskie nie widze problemu
HUG0, 2 lutego 2017, 14:58 | odpowiedz
W dzinsach to kiedyś nawet jeździło sie na nartach jak nie było w czym. jeżeli zdrowy rozsądek powstrzyma nas w takim ubiorze przed zdobywaniem Rysów zima to ja nie widzę przeszkód
marc.sz, 2 lutego 2017, 14:59 | odpowiedz
To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci - koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem - najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! - spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim - ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Michał, 2 lutego 2017, 15:03 | odpowiedz
nie no, bez kasku, kilometra liny i tony szpeju to ja nawet na krupówki nie wychodzę, bo można zginąć..
miszczgór, 2 lutego 2017, 15:05 | odpowiedz
Moim zdaniem Tatry nie są zbyt wymagającymi górami i na większość szczytów wejść nawet w adidaskach i zwykłych ciuchach, warunki: lato, dobra prognoza, sucho i co najmniej jeden plecak na parę aby mieć tam jedzenie, picie i ciepłą bluzę. A przy marnej pogodzie to nawet alpinistyczny ekwipunek nie pomoże.
latacz, 2 lutego 2017, 15:07 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
piekne! piona!
marszull, 2 lutego 2017, 15:08 | odpowiedz
to zdjęcie nie jest z gór
deadpool, 2 lutego 2017, 15:16 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! ............ Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Nie przejmuj się. Jednostki słabsze i gorzej przygotowane wygrają nagrode Darwina. Natura się nie pieści.
Marko, 2 lutego 2017, 15:18 | odpowiedz
bić pianę każdy może, pytanie jak duży mamy do siebie dystans udostępniając zdjęcia w publicznych serwisach. Osobiście w podobnym stroju i adidasach z lidla zdobyłem większość szczytów w tatrach zachodnich (oczywiście mówimy o wycieczkach letnich). Miałem kiedyś śmieszną sytuację, gdyż zostałem wyśmiany za buty, że nieodpowiednie, nie są za kostkę, etc. Wygodne? Są. Czuję się pewnie? Jasne. Lekkie? Owszem. Jakiż miałem ubaw wewnętrzny kiedy ów "taternik" opatrywał sobie rany na stopach po zdjęciu swoich "kozackich" butów :)
gutek, 2 lutego 2017, 15:20 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
ale taguj #pasta
Wiljer, 2 lutego 2017, 15:29 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
ile miałeś butli tlenowych??Starczyły spokojnie czy miałeś ten strach ze tlen się kończy??Zamierzam zaatakować Giewont w sierpniu--trenuje juz 3 lata--na górę Szczęśliwicką miałem 2 butle ale poszła 1...Ale Giewont to już b.poważne góry i zastanawiam sie nad wynajęciem jakiegoś Szerpy -koniecznie z osłem bo ktos musi te butle z tlenem,namioty, wode,jedzenie, butle z gazem,czekany,liny i wiele wiecej nosić...Niewiem czy kupić plecak lawinowy-ABS--koszta spore,ale to zostawie na koniec--sprawdze pogode przez wyjściem i wtedy najwyzej to kupie...
taternik, 2 lutego 2017, 15:44 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
w necie ta opowieść już pewnie kilka razy kulę ziemską okrazyla ;-)
Grzegorz 40, 2 lutego 2017, 15:47 | odpowiedz
siostry zakonne wchodzące np.: na Babią Górę mają odpowiednie buty i do tego habity i powiem, że jakoś sobie radzą z tego co widziałam... więc chyba niektórzy trochę przesadzają...
Marynia, 2 lutego 2017, 16:00 | odpowiedz
Anon weź sie jebnij w głowe, każdy wchodzi w czym chce, żal Ci dupe ściska ze wejscie i zejscie na szyt zajelo Ci 8 dni a babcie z wnuczętami robią to w dzień
Umarlam :D
Nao, 2 lutego 2017, 16:09 | odpowiedz
Ta historia ze zdobywaniem Giewontu to już z 20lat temu na usenecie była. A ja czekam aż ktoś napisze historię z cyklu "Mój stary jest fanatykiem...(taniego latania)".
jimi, 2 lutego 2017, 16:13 | odpowiedz
Ciekawe jak był ubrany ich fotograf?
JK, 2 lutego 2017, 16:35 | odpowiedz
Wedlug mnie to jest nadmierne czepianie się bo w koncu tatry nie sa Himalaje
Arab, 2 lutego 2017, 17:09 | odpowiedz
czyli ci co mają tylko góry jak Szwajcarzy czy Norwegowie to w ogóle jeansów nie powinni używać tylko "cieżki sprzęt" hehe co za herezje.
marian, 2 lutego 2017, 17:10 | odpowiedz
A artykuł sponsorowany przez firmę La Sportiva
Maciek, 2 lutego 2017, 17:10 | odpowiedz
Maciek A artykuł sponsorowany przez firmę La Sportiva
Zdecydowanie! Zapłacili mi w izraelskich szeklach. Pozostałymi sponsorami artykułu byli PKL Gubałówka oraz producenci dżinsów i torebek (nazw firm nie pamiętam, potem sprawdzę przelewy). A poważniej: litości...
Paweł Kunz, 2 lutego 2017, 17:18 | odpowiedz
michal haha tez bym sie smial. na giewont wchodzilem w krotkich spodniach jak mialem z 10 lat. jak bym zobaczyl ziomka co wybral sie jak w alpy to bym padl ze smiechu
lol, 2 lutego 2017, 17:46 | odpowiedz
BO niektórzy i na Ślężę bez kijów się nie wybiorą. hehehe Zawstydzają ich himalajscy tragarze w klapeczkach.
aga, 2 lutego 2017, 18:11 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Bardzo to śmieszne, tyle tylko, że nie zapominajcie proszę, że w Tatrach także giną ludzie. I to nie tylko zimą. Oczywiście nie należy przesadzać, jak autor tego opisu, ale wybranie się w japonkach na Giewont, to także przesada. Przyczyną wielu tragedii może być zwyczajne lekceważenie, coś w stylu: "e, takie to tam góry". Gdy byłem jeszcze w podstawówce, sam stoczyłem się dobre kilkadziesiąt metrów i było to w lipcu. Poślizgnęłem się na granicy śniegu powyżej Czarnego Stawu. Szczęśliwie skończyło się na ogólnych potłuczeniach, paru drobnych rozcięciach i połamanych kilku przedmiotach, a nie np. kończynach. Może też dlatego jestem troszkę przewrażliwiony, ale naprawdę zimny dreszcz mi po plecach przechodzi, gdy widzę, co niektórzy pozwalają wyprawiać dzieciom. Aby nie nabrali rozumu zbyt późno.
głos rozsądku, 2 lutego 2017, 18:51 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
rudoslava, 2 lutego 2017, 18:52 | odpowiedz
Arab Wedlug mnie to jest nadmierne czepianie się bo w koncu tatry nie sa Himalaje
Tatry nie sa Himalajami ale w czerwcu snieg w gorach jest do kolan i temperatura w gorach tez jest inna niz na dole. Wiem bo wielokrotnie sie o tym przekonalem. Jeansy jak jeansy byleby jakies cieple górne odzienie posiadali (polar, kurtka) - nawet w czerwcu.
mathew, 2 lutego 2017, 19:50 | odpowiedz
Niech ci hejterzy może skomentują jeszcze nieprofesjonalny strój Szerpów, którzy w trampkach wnoszą na ośmiotysięczniki sprzęt naszych profesjonalnych ważniaków. Ja rozumiem, ze każdy chce się poczuć lepszy i realizuje to za pomocą szydzenia z innych. No ale są pewne granice dobrego smaku. Co jest złego w spodniach dżinsowych? Pionierzy, których książki czytamy, to niby używali jakichś wypasionych materiałów?
Adi, 2 lutego 2017, 20:29 | odpowiedz
Szacun, podziw i głęboki ukłon dla narracji i poziomu ironii. Kim jesteś, Mistrzu?
mki, 2 lutego 2017, 20:45 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
stiv, 2 lutego 2017, 21:01 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Mistrz!!!!!??????
Czerwony, 2 lutego 2017, 21:57 | odpowiedz
Przesadzają to Ci którzy nadmiernie krytykują... Owszem do gór należy mieć szacunek, ale czy jeansy wyrażają jego brak? Owszem, gdy jesteśmy na wymagających treningach a nie na wycieczce w Tatry... Pozatym dziewczyna wydaje się mieć porządne buty, a w plecaku chłopaka pewnie jest woda i coś do jedzenia, oraz jak wierzę bluza gdyby było im chłodno, więc jest ok, brak szacunku do gór pokazał by raczej brak picia niż ubranie jeansów i założenie torebki która i tak daje wolne ręce a przynajmniej jest miejscem na wygodne mienie pod ręką telefonu i chusteczek. I owszem ja wybieram plecak ale też na wypad w góry na 4-5 h wystarczy jeden
Akaka, 2 lutego 2017, 22:13 | odpowiedz
mnie rozwala to wywyższanie się snobów tatrzańskich krytykujących strój czy obuwie innych turystów. jak człowiek był w azji lub ameryce środkowej/ południowej, to widział w czym lokalsi chodzą po górach i wulkanach... w klapkach japonkach, w klapkach z opon, w cienkich ubraniach, a na zimno biorą ze sobą tylko koc, pod którym spędzają noc w oczekiwaniu na wschód słońca i.... dają radę! uważam.,że tak zwany odpowiedni strój to nie tylko kwestia odpowiedzialności czy głupoty, ale zasobności portfela, wygody i czasem też snobizmu. podobnie robi się z jazdą na rowerze, bieganiem- te krytyczne spojrzenia, jeśli nie masz termicznej oddychającej bielizny. wiele razy zdarzało mi się wyprzedzać na ścieżce rowerowej super ubranych kolesi na super góralach, podczas gdy ja miałam sukienkę i małe obcasy, sakwę w kwiatki i różowy miejski rower. miny bezcenne. jak potem pedałowali, żeby mnie wyprzedzić... :))
ania, 2 lutego 2017, 22:17 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Skand, 2 lutego 2017, 23:51 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Jeśli na szczycie spotkałeś babcię z dwójką wnucząt, to co to był za szczyt, że Ty (zgaduję, że facet w normalnym wieku) pokonywałeś go 4 dni? Babcia mieszkała 100 metrów od szczytu?
Skand, 2 lutego 2017, 23:52 | odpowiedz
:-)
HUG0, 3 lutego 2017, 7:22 | odpowiedz
Skand, TY tak na powaznie?
heniek, 3 lutego 2017, 10:23 | odpowiedz
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Bez przesady Giewont to Mont Everest, żeby 4 dni wchodzić, ale co kto lubi- Twoja indywidualna sprawa.
ivi, 3 lutego 2017, 11:59 | odpowiedz
Skand
Michał To jest straszne jak ludzie idą w góry! Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia! Ja wchodziłem w zeszłym roku na Giewont, lipiec, skwar, wszyscy w krótkich spodenkach, japonki, klapki, małe dzieci – koszmar! Ja jedyny byłem przygotowany: dwa czekany, raki, profesjonalna odzież, specjalistyczny mocno spłaszczony namiot (żeby opierał się wiatrom), butle z tlenem – najgorsze były te ich drwiące spojrzenia ignorantów. A przecież to GÓRY i wszystko może się zmienić w sekundę! Wejście podzieliłem na 4 dni, co paręset metrów obóz, aklimatyzacja, oczywiście poręczówki na każdym etapie i ostatniego dnia atak na szczyt. Co dzień rano znajdowałem w przedsionku mojego namiotu puszki po Coli i opakowania po chipsach! Przeklęci amatorzy! W końcu zdobyłem szczyt, zużyte butle zostawiłem w pod krzyżem w strefie śmierci, gdzie -o zgrozo! – spotkałem babcię z dwójką wnucząt! Schodziłem kolejne 4 dni, ale przeżyłem tę próbę umiejętności i charakteru. Pod koniec sierpnia planuję wejść na Kopiec Kościuszki, w stylu alpejskim – ale jak zobaczę turystów z dziećmi i watą cukrową, to dzwonię na policję.
Jeśli na szczycie spotkałeś babcię z dwójką wnucząt, to co to był za szczyt, że Ty (zgaduję, że facet w normalnym wieku) pokonywałeś go 4 dni? Babcia mieszkała 100 metrów od szczytu?
Ale ty tak na poważnie? Bo ciężko mi uwierzyć ze można być aż tak glupim
Szok, 3 lutego 2017, 14:49 | odpowiedz
Zabija mnie inteligencja niektórych ludzi odpowiadającyvh na post Michała. Ludzie litości.
Hmmm, 3 lutego 2017, 14:50 | odpowiedz
Nao
Anon weź sie jebnij w głowe, każdy wchodzi w czym chce, żal Ci dupe ściska ze wejscie i zejscie na szyt zajelo Ci 8 dni a babcie z wnuczętami robią to w dzień
Umarlam ?
Ja też! Kogoś dowcip ominął ;)
Zu, 3 lutego 2017, 19:31 | odpowiedz